uff jak gorąco!cóż za parna sobota!nie przeszkodziło nam to jednak skoczyć do parku!plan był taki że Marysia pośpi, tata porzuca do kosza, a mama poleniuchuje;)melduję uroczyście, że wykonano 100% normy:)
sen Marysi:godzina 12 minut!przebudzenie na skutek działań taty tudziez dzwonów kościelnych(południe!!)
trening taty:pot zalał oczy!przybiegł na ratunek, Marysia usłyszała i pomóc chciała;)
leniuchowanie mamy:najpierw kilka celnych rzutów do kosza haha(niecelnych więcej), potem krótka drzemka regeneracyjna pod drzewkiem wespół zespół z Marysią brutalnie przerwana przez tatę!hasło:ratunku moje oczy!!
zregenerowane, trochę wyspane dziewczyny skoczyły do piachu:) znaczy się piakownicy. tata skoczył pod prysznic;)w takim stanie nikt by go do piaskownicy nie wpuścił!
Marysia zapoznała się z Milnką vel Malinką i Adasiem, a najbrdziej z ich butelkami do picia oraz mamą:) a mamy pogadały o wakacyjnych wypadach nadmorskich:)
Mama Marysi stwierdziła, że wspólnie z rodzinką lubi explorować, poznawać nowe miejsca, na co mama Malinki zapytała żywo:czy to nowe słowo czy sama je wymyśliłam czy już funkcjonuje w obrocie:)po czym dodała, że wychowuje dzieci i mała bywa "wśród ludzi").no ja tam nie wiem..jak to z tym explorowaniem jest???:)
po południu Marysia skoczyła jeszcze do dziadka Bogdana i przeżyła fascynację babami ruskim matrioszkami czy jak tam im było i telefonem z tarczą do kręcenia:) jeden telefon dostała nawet na wynos:) a potem "potyrała" jeszcze Nuśkę i babcię Anię...
ech co za dzień!